Igor Kostin

Dziś rano wybrałem się na pocztę. Widać mają tam już weekend. Zamyślony musiałem tam wrócić po godzinie 18. Mój ulubiony listonosz jest podobny do Rolanda Pieczkowskiego. Jeśli ktoś nie zna tego bohatera, zapraszam do google.com. Chwilę później byłem w moim jak, że ulubionym budynku Agory. Na samą myśl zrobiło mi się nie dobrze. Takie tam moje widzi mi się. Rajd po mieście, ciepłe pierożki. Po walce z automatem, który wydaje numerki na poczcie, udało mi się!
Od dziś jestem szczęśliwym posiadaczem albumy Igora Kostina “Czarnobyl – spowiedź reportera”. Przyznam się bez bicia, że albumów fotograficznych w domu mam bardzo mało. No ale mniejsza o większość. Planowałem zakup tej książki, która w zasadzie jest bardziej albumem foto jak samą ksiązką w moim mniemaniu. Kiedy otworzyłem ja po raz pierwszy, poczułem się dziwnie. Jedgo zdjęćia i sama ta tragedia czarnobylska to jakaś magia. Fotografie jak dla mnie mistrzostwo. Później okazało się, że większość znanych mi fotografii, to dzieło Kostina.

Album świetnie wydany, fotografie trafiają do mnie bez żadnych opisów. Pierwsze co to chciałem schować się na tej poczcie i wchłonąć go jednym okiem. Dziwne jednak, że dopiero teraz trafił w moje dłonie. Przypadek zresztą ciekawy, bo mam w planach odwiedzenie tego miejsca w przyszłym roku. Oby się udało. Wrócę jednak do samych zdjęć. Najbardziej poruszające są fotografie na których widać likwidatorów. Tych którzy stali się iskrą do wytworzenia w mojej głowie Dr.Radyację, którym przejadłem już pewne gusta. Swoją drogą już od kwietnia nie powstał. Ostatnie zdjęcia z Radyacją były w Mińsku na Białorusi. Los chciał, że były robione przed cerkwią która została właśnie poświęcona likwidatorom. Robi to na mnie ogromne wrażenie.
Album pozostawiam sobie na wolną chwilę kiedy to będę mógł się nią dosłownie delektować. Zdęcia elektrowni, maszyn, ludzi, wpływu promieniowania (radiacji) na film. Sam klimat zdjęć jest dla mnie wręcz mistrzowski i przyznam się, że są to dla mnie najlepsze zdjęcia. Nie chciałbym nigdy takich zrobić i ponownie oglądać “na żywo” w telepudle. Zresztą kto kiedykolwiek widział zdjęcia z tamtych wydarzeń, ma w głowie swoje myśli, mój komentarz nie będzie już tu potrzebny. Jutro pierwszy dzień listopada. Walka z ludźmi i myślami. Jak zawsze…
WNP. Ursynów.
Jakiś czas temu podczas spaceru po parku (im. Jana Pawła II), niedaleko mojego miejsca zamieszkania, odkryłem ten oto automat. Jeśli chodzi o moje zdanie, to takich automatów powinno być więcej. Lato, park, młodzież zakochana, zauroczona. Kto co tam woli. Wrzuca monetę i ma co chce. Jednak ten automat nie miał by dla mnie żadnego znaczenia, gdyby nie to, że obok jest placówka wierzeń katolickich.
W tym kościele miałem komunię. Lubię go, ale nie chodzę. Bywam tam raz na rok, jak trzeba poświęcić święconkę. Akurat to bardzo lubię. Zapach jaki unosi się nad stołem jest dla mnie magicznym elementem mojego dzieciństwa. Zresztą sprawa wiary u mnie cienka, kościół traktuję po swojemu. Blask tego wszystkiego gdzieś upada, zanika. W dzisiejszym moim życiu nie ma czasu na kościół. Pewnie nie jeden duchowny groziłby mi Bogiem, za takie zachowanie.
Od paru dni mam na swoim laptopie CS3. W końcu i tak długo go nie było, bo dziwnym trafem w żaden sposób nie mogłem go zainstalować. Teraz się udało i po 4 latach używania CS2, mogę się delektować nowymi możliwościami pracy z plikami RAW. Mam też Lightorooma, ale jakoś obsługa przez Photoshopa jest dla mnie bardziej dostępna. Może dużo tracę, ale wszystko kwestia przyzwyczajenia. Dużo ostatnio bawię się techniką HDR i takimi tam fotograficznymi czopkami.
Warszawa
Parę minut po 10. Z ostatniego piętra Pekinu, widać całe miasto. Wschodzące słońce, przebijające się przez te chmury, które atakuja moją głowę. Nie było mnie na górze 3 lata. Wiele się zmieniło, szczególnie rejony Dworca Centralnego. Potem zwaliła się banda dzieciaków, która robiła sobie zdjęcia na Naszą Klasę. Padaka.
Generalnie zdjęcia przerobione na czarno-białe, potem HDR. Efekt jak dla mnie bomba. Kojarzy mi się to z pięknie wywołanymi zdjęciami. Piękne krajobrazy. Warszawa pokazał się z nowej, pięknej strony. Przez trzy lata nie dało rady bym mógł ją odkrywać za dnia. Teraz trochę czuję się jak bym odkrywał to miasto od nowa…
Widok na południową część miasta. Gdzieś tam daleko właśnie piszę ten tekst.
Warszawa
Mam, tak samo jak ty,
Miasto moje a w nim:
Najpiękniejszy mój świat
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam, kolorowe sny
Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny,
I warszawskie kolorowe dniGdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzieńMam tak samo jak ty…
Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański szczyt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzień
Warszawski dzień, warszawski dzień
Zdjęcia są mało istotne. Ta wersja “Snu o Warszawie” jest oszałamiająca…
Metro Wawrzyszew. Następna stacja Młociny.
Długo nie wierzyłem, że dziś usłyszę taki tekst: następna stacja Młociny. Po 13 latach funkcjonowania metra, mogę powiedzieć sobie: tak byłem. Tak pierwsza linia jest faktem, a nie wykopaliskiem. Szkoda tylko, że musiałem dosłownie czekać na ten moment całe życie. Taka Polska właśnie. Mam nadzieję, że na drugą linię nie będę musiał czekać z moimi wnuczkami, kolejne 25, 30 lat…żenua.
Więcej zdjęć wrzuciłem tutaj. Na szczególną uwagę zasługuje stacja końcowa, Młociny. Trzy ostatnie nowe stacje są bardzo podobne do tej którą w tym roku już nam oddano (pasażerom, ciemiężnikom komunikacji). W każdym razie ostatnia stacja połączona razem z przepięknym węzłem komunikacyjnym, oddaje urok tej linii. Nie sądziłem, że można w naszej Warszawie wybudować takie architektoniczne cudo. Zresztą wszędzie widzę obiekty sportowe, a zadaszone pętle mi takie obiekty przypominają.
7 komentarzy