Częściej patrzę się na Wschód, chyba patrzę tam od zawsze…

Usłysz Białoruś

Opublikowany w Z głowy przez Robert Danieluk w dniu 23/03/2009

Polesie. Styczeń 2005.Wczoraj w Warszawie odbył się koncert z cyklu: pogramy i uwolnimy braci spod jarzma sowieckiej pięści Cara Putina i Cara Aleksandra I. W zasadzie koncert Usłysz Białoruś ma swoją misję. Dobrze, ciekawie, gra muzyka, młodzi ludzie pokrzyczą razem z Białorusinami Żyvie Bielaruś! i pójdą do domu, na piwo – normalka. Byłem na wszystkich koncertach z akcji Wolna Białoruś, ale w tym roku sobie darowałem. Na scenie szanowani, utalentowani artyści i goście z Białorusi. Nie było mnie tam. Po pierwsze  niebo płakało, po drugie nie wierzę w demokrację na Białorusi. Kiedy byłem w kwietniu w Mińsku, jechałem autobusem z jednej z dzielnic do samego centrum. Patrzyłem dobrym okien na ludzi, na ten środek transportu. Nagle dotarło do mnie jak bardzo im daleko do “Europy”. Białoruś to żaden zacofany kraj, jest tam bardzo bezpiecznie, a po ulicach nie biegają pijane niedźwiedzie. Problem siedzi w najważniejszym miejscu człowieka – w głowie. Jadąc nagle uświadomiłem sobie, że żadne krzyki w Warszawie, Berlinie czy Mińsku nic tu nie zmienią. Osobiście jest mi z tego powodu przykro, bo znam wielu Białorusinów żyjących zarówno w Warszawie jak i na Białorusi, że ten ich kraj choruje. Kiedy z jednej strony stoisz na przeciwko betonowego Lenina, słysząc prawdziwy śpiew Białorusi, ściska serce. Ten naród ma w sobie wielki potencjał, ale kiedy poznaje się codzienną mentalność białoruską to ja proszę was, chowam opaskę Wolna Białoruś, której nigdy nie miałem, wyciągam zegarek i czekam, aż odejdzie pokolenie ludzi którzy (a tak!) byli i są nadal mentalnie trzymani za mordę. Dlatego w tej kwestii nie będę chodził i krzyczał pod Ambasadę Białorusi, bo to nic nie da. Albo Pan L odejdzie, albo wydarzy się jakiś cud u naszych sąsiadów to może nabiorę nadziei, że ten kraj skieruje się na zachód, nie na wschód. Jednak jak sam już wiem, nie ma co na siłę nikogo zmuszać. Zresztą jak powiedział mi kiedyś mój białoruski przyjaciel: nie ważne kto będzie rządzić, czy sowiet, czy demokrat, oni i tak za nim pójdą. Tam gdzie zagrają, tam pójdą. Niestety.

Żyvie Bielaruś! Prosto z serca.

Fotografie zrobiłem w styczniu 2005 roku podczas mojej drugiej wyprawy na Białoruś. Poleska wieś, kolorowy telewizor, a z niego wystaje Aleksander Łukaszenka, prezydent w nieskończoność.

Vanessa

Opublikowany w Z fotobloga, Z głowy, Z prasy przez Robert Danieluk w dniu 23/03/2009

Typowe codzinniki. Worek pełen śmieci, brudów, nieużytków spożywczych. W dłoni jakieś listewki, worek. W drugiej dłoni jogurt pitny Danone (smak trauskawki, lubię). Wrzucam worek do kosza daleko od krawędzi pierwszego kosza (jest ich z reguły cztery). Mam takie poczucie, że Ci miejscy segregatorzy nie będą grzebać w mojej prywatności. Może to złudne, ale czuję się lepiej. Natomiast sam rzut należy do czystej przyjemności. Kultura.

Vanessa ze śmietnika

Nagle pojawia się Vanessa, nazwa na potrzeby internetu. Zbliżam się do niej i patrzę w jej niewinność, brak poczucia wszystkiego i błogość. Jest fantomem, obrzydliwym, sztucznym i wzbudzającą w mojej osobie agresję, chęć silnego uwiecznienia, rejestracji. Wyjąłem aparat i zrobiłem kilka zdjęć. To jest chyba najbardziej udane.

Wracając do samego internetu i wszystkiego co się produkuje na jego potrzeby mam wrażenie, że wiele z tych prac nie powinno się pokazać. Podoba mi się jak artyści coś produkują, chowają do swoich magicznych szuflad i za jakiś czas pokazują pojedyncze egzemplarze swojej sztuki, działań. Też tak chcę. Mogę!

A ta Vanessa pewnie zaraz zniknie jak wszystko. Szczególną uwagę na śmietnik zasługuje informacja o zubożenie stajni Gazety Wyborczej (cieszę się, że tam nie pracuję, bo pewnie już bym nie pracował) o Jerzego Gumowskiego. Przyszłość prasy i tak jest jasna. Wszystkich fotografów / fotoreporterów zwolnią, działy fotograficzne pozamykają (-> Wprost), przecież dziś każdy fotografuje, a czytelnicy i widzowie chcą prostych obrazów. Tu przytaczam piękny uśmiech gwiazdy Jolanty Rutowicz – kto na to pozwala?

Myślę, że dobrą fotografię będzie można oglądać w takich miejscach jak w Piątek kiedy Wojtek Grzędziński pokazywał swoje fotografie z Gruzji, małe duszne pomieszczenia, dużo ludzi. Resztę chuj strzeli. Dziękuję.