Pod oknami
No to wiosna piękna. Nawet zwierzęta piwnicze poczuły wiosnę. Grzeją się, relaksują i sikają. No co zrobić? Wychodząc na pocztę napotkałem parę moich piwniczych sąsiadów.
Postanowiłem z Zuzią przejść się do Parku Szczęśliwickiego. Jak zwykle trasa jest cholernie sentymentalna.W każdym razie dotarliśmy do celu. Przyznam, że dawno tam nie było. Wyładniało tam. Jeszcze tam wrócę by sfotografować ostatnie elementy z moich wspomnień. Siedzieliśmy na ławce, słonko grzało. Z uczuciem sentymentalnym ciężko walczyć, bo czasem trzeba.

W końcu dostałem na pocztę odebrać paczkę z Iławy w której były kolejne fanty potrzebne mi do wyprawy czarnobylskiej. Dawno nie byłem na tej poczcie, może ostatni raz jak byłem dzieckiem. Sufit mnie oczarował. Przypomniał mi się dworzec w Brześciu. W te wszystkie miejsca trzeba jeszcze wrócić. Dużo czasu.
Tramwaj numer 7
Wczoraj urządziłem sobie spacer. Zasiedziałem się w domu, więc ruch jest jedynym rozwiązaniem problemu. Ta prosta fotografia ma także inne podłoże. Faktycznie przejeżdżający tramwaj i jego numer, przypadek. W fotografii jest wiele przypadku do którego ludzie starają się dorobić jakąś ideologię. Nie będę inny. Proszę. Zrobiłem kilka zdjęć, prostych z misją. Przemkowi wczoraj (07.04.09) urodził się syn Gustaw. Dla niego zrobiłem te kilka zdjęć. Spojrzałem na to miasto i zastanowiłem się jak ono wyglądało tego dnia kiedy się urodziłem. Tak więc to dla Ciebie młody obywatelu. Rośnij zdrowo i kibicuj Legii Warszawa
(pewnie jak podrośniesz będziesz oglądał jak znowu jest w Lidze Mistrzów). Tego Ci i sobie życzę. Resztę pozostawiam wam wszystkim.
A szczęśliwym rodzicom szczerze (raz jeszcze) gratuluję
Okno
Wpis z opóźnieniem, ale co się dziwić. Nie chciało mi się nic pisać. Wczorajszy dzień dostarczył mi dużo nowych wrażeń i przemyśleń. Skończyłem już 26 lat. Piszę już bo czas zaczyna szybciej lecieć. W urodziny leci on jeszcze szybciej. Dzień zaczął się od super śniadania, potem ciasto mojej Zuzi (bardzo dobre!), prezenty, życzenia, dużo radości. Dzień zakończył się gdzieś w knajpie i nocnym do domu. Super. Cieszę się z tego co mnie otacza, co mnie czeka i co przeżyłem. Kocham życie.
W taki dzień autoportret to nic złego.
Wiosna
Zacznę szalenie tradycyjnie. Pogoda jest cudowna. Gdyby tylko lepsze wiadomości do mnie docierały było by jeszcze piękniej. Zacznijmy więc przegląd. Na pierwszej fotografii jest randka młodej pary na patelni. Cudownie, nie mogłem się powstrzymać.

Zastanawia mnie co kieruje ludźmi podczas swojej stylizacji. Tu widzimy bunt i styl którego nazwy nie znam. W skrócie gdybym chciał zrobić skrót – brudasy. Ciekawy jak się chodzi z takimi butami i ile to waży. Ktoś wie? A zdjęcie zrobiłem przez przypadek, przez szybę. Nie mogłem się powstrzymać!

W tej samej chwili co poprzednie zdjęcie odbywała się walka na poduszki. Dostałem na to nawet jakieś zaproszenie, ale po pierwsze zapomniałem o tym, po drugie mam wiele spraw niezałatwionych które właśnie w weekend się da załatwić, po trzecie jak się okazało straszny syf
Sprawa fajne do fotografowania, dlatego zrobiłem pięć zdjęć i olałem sprawę.
A teraz najciekawsze. Wczoraj byłem razem z moją Zuzią na Łodzią po Wiśle, muszę powiedzieć, że organizacja imprezy (samej w sobie) bardzo mi zaimponowała. Szkoda, że ASP w Gdańsku (foto) miało/ma swoich studentów w pupie i to Oni musieli kombinować sobie jakieś imprezy. Ktoś powie, że to nie ich sprawa, jednak jak widziałem to co się działo w kinie Luna – szacun. Ciężko mi zrozumieć dlaczego taka zlewka tam była. No to temat na inny wieczór. Wracając do kina Luna, zrobiłem Mateuszowym sprzętem – zdjęcie. Dziś się okazało, że Mateusz wygrał dwie nagrody, był producentem filmu dokumentalnego “Pod Bluzką”. Tak więc…mega szacun! Wkrótce więcej informacji bo miałem tylko telefon, a ja mało pamiętam po telefonach.

A poza tym wszystkim czas kopnąć się w dupę i skończyć z tym paździerzem
moje postanowienie, bo to ostatnie minuty mojego 25 lecia
Kwiecień
Ze zdjęciem ciekawiej? Zgadam się. Też lubię jak przy jakimś tekście jest ilustracja (prawdziwa, mniej prawdziwa). Taka piękna pogoda, że żal nie patrzeć w niebo. Nie ma ani jednej chmury, gdzie one? Nie ma. Lubię patrzeć na miasto z góry, czego efektem są jakieś pstrykadełka dla przyjemności. Tak i właśnie jest i było i pewnie nie raz będzie.
Czasem mam tak, że z zaciekawieniem wracam do starych zdjęć na moim fotoblogu. To daje czasem dużo radości. Niebywałe. Czasem jednak jak patrze na te zdjęcia to mam ochotę je schować, ot co.
A ja pełną gębą szykuję się do wyjazdu Kijów – Czarnobyl. Stroje już zakupione, czekam na paczkę (później napiszę co biorę na wyjazd). W przeciągu tygodnia trafiły do mnie dwie książki o Czarnobylu. Ta cała historia mnie po prostu fascynuje. Jak to się stało, że przez brak odpowiedzialności można doprowadzić do takiej ingerencji w środowisko naturalne. Nawet można powiedzieć więcej, że Gdańsk i Czarnobyl (jeśli chodzi o elektrownię, nie o miasto) to początek zmian w Europie. W Gdańsku strajki, Wałęsa. Tam elektrownia, która wypompowała ogromną kasę na usuwanie skutków awarii. A co za tym idzie początek rozpadu Związku Radzieckiego. Cieszę się niesamowicie, że po tylu latach od pierwszego kontaktu z tym tematem, będę mógł tam pojechać. Nie ukrywam, ale odwiedzenie tego miejsca jest moim marzeniem. Jednym z wielu. Jestem szalenie ciekaw jak to będzie i jak moja wyobraźnia się przeobrazi pod wpływem tych widoków. Tam chcę zakończyć mentalnie Doktora Radyację, pozostawiając “go” w jednym z opuszczonych domów. Jednak możliwe, że to właśnie dzięki tym miejscom, nakręci się bardziej. Tego nie wiem i jeszcze bardziej mnie to fascynuje.