Dotarłem
Do końca. Nie ukrywam, ale strasznie wciągnąłem się w serial o radzieckim agencie Stirlitzu w niemieckich oddziałach SS. Musze przyznać, że “Siedemnaście mgnień wiosny” (ros. Семнадцать мгновений весны), jest serialem godnym polecenia. Na szczególną uwagę zasługuje sam Stirlitz, gra Tichonowa jest godna podziwu. Na aktorstwie się nie znam, ale jego rola mnie oczarowała.
Sam serial to radziecka wersja historii, która niczym nasi Pancerni i Kloss – szkoda gadać. Mimo to sam chciałbym być takim Stirlizem
i jeździć samochodem, a w tle główny motyw przewodni.
Nie bez przypadku wybrałem taki kadr z filmu. Agent radziecki, spojrzenie gdzieś w przyszłość, w nieznane. Kwintesencja.
Cały serial był dołączony do Wyborczej na DVD, teraz za nie duży pieniądz można go nabyć i obejrzeć. Polecam raz jeszcze.
Motyw przewodni:
Wiosna
Zacznę szalenie tradycyjnie. Pogoda jest cudowna. Gdyby tylko lepsze wiadomości do mnie docierały było by jeszcze piękniej. Zacznijmy więc przegląd. Na pierwszej fotografii jest randka młodej pary na patelni. Cudownie, nie mogłem się powstrzymać.

Zastanawia mnie co kieruje ludźmi podczas swojej stylizacji. Tu widzimy bunt i styl którego nazwy nie znam. W skrócie gdybym chciał zrobić skrót – brudasy. Ciekawy jak się chodzi z takimi butami i ile to waży. Ktoś wie? A zdjęcie zrobiłem przez przypadek, przez szybę. Nie mogłem się powstrzymać!

W tej samej chwili co poprzednie zdjęcie odbywała się walka na poduszki. Dostałem na to nawet jakieś zaproszenie, ale po pierwsze zapomniałem o tym, po drugie mam wiele spraw niezałatwionych które właśnie w weekend się da załatwić, po trzecie jak się okazało straszny syf
Sprawa fajne do fotografowania, dlatego zrobiłem pięć zdjęć i olałem sprawę.
A teraz najciekawsze. Wczoraj byłem razem z moją Zuzią na Łodzią po Wiśle, muszę powiedzieć, że organizacja imprezy (samej w sobie) bardzo mi zaimponowała. Szkoda, że ASP w Gdańsku (foto) miało/ma swoich studentów w pupie i to Oni musieli kombinować sobie jakieś imprezy. Ktoś powie, że to nie ich sprawa, jednak jak widziałem to co się działo w kinie Luna – szacun. Ciężko mi zrozumieć dlaczego taka zlewka tam była. No to temat na inny wieczór. Wracając do kina Luna, zrobiłem Mateuszowym sprzętem – zdjęcie. Dziś się okazało, że Mateusz wygrał dwie nagrody, był producentem filmu dokumentalnego “Pod Bluzką”. Tak więc…mega szacun! Wkrótce więcej informacji bo miałem tylko telefon, a ja mało pamiętam po telefonach.

A poza tym wszystkim czas kopnąć się w dupę i skończyć z tym paździerzem
moje postanowienie, bo to ostatnie minuty mojego 25 lecia
Mg + H20
Zakłady Polam. Kiedyś im. Róży Luksemburg
Padam na twarz. Dawno nie było takiego dnia, że wychodziłem rano z domu, wracałem wieczorem. Nawiązałem współpracę foto z Muzeum Powstania Warszawskiego, co bardzo mnie cieszy. Jak tylko znajdę w nim czas to sobie je zwiedzę, dokładniej. Dziś buszuję w rzeźbach, których sens zaczynam powoli rozumieć. To zdjęcie zrobiłem z okna. Tam w murach tej opuszczonej fabryki, powstał Doktor Radyacja
Wieczorem udaliśmy się na film do Kinoteki (festiwal filmów rosyjskich :Sputnik nad Warszawą”). Nie cierpię tego typu filmów, ale o dziwo wciągnąłem się w walkę miecza i konia. Po filmie krótka pogawędka z reżyserem, zadałem mu nawet jedno pytanie. Tytuł filmu Aleksander. Newska bitwa.
A tytuł? Proste. Codziennie wieczorem szklaneczka cieczy z rozpuszczalnym magnezem. Mistrz.
Poranek

W drodze do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie 11/11/2008
Siedzę, herbata dawno wypita. Fotoblog odmówił posłuszeństwa. Zdarza się nawet najlepszym. Cztery dni minęły jak z bicza strzelił. Szaleństwo. Polecam wszystkim film “33 sceny z życia“. Mądry i dobry film. Człowiek jakoś tak zaczyna się zastanawiać nad bliskimi, szczególnie w mojej sytuacji, ale nie miejsce by o tym tu pisać. W każdym razie wczorajszy wypad do centrum miasta był walką z tłumem. Dużo ciekawych osób można było tego dnia spotkać. Po wizycie w MWP, odwiedziliśmy jedną z (tak mi się wydaje) lanserskich kawiarenek na Powiślu (czy górna cześć ulicy Tamka to już Powiśle?). Nazwy nie wymienię bo po co. Muszę przyznać, że miejsce ma klimat, ale ja raczej mam małą tolerancję na osoby które odwiedzają to miejsce. Z ciekawostek wizualnych muszę powiedzieć, że widziałem ciekawą osobę. Nie dość, że nie była urodziwa, mała nie była. Miała szalenie czerwone usta, blada i blond długie włosy. Wielkie dziadowskie okulary i dziurawą koszulkę. Wyglądała fatalnie. Wyjęła aparacik i zrobiła jakieś ART zdjęcie. Ciekawe jakie? Generalnie chyba nikt jej nie uświadomił, że bycie kimś na siłę jest złe. Współczuję…ale wzrok ciężko było oderwać od tego zjawiskowego obiektu.
Dobrze, że nie piję kawy
Wyspa / Остров

Kadr z filmu "Wyspa".
Na mieście zawisły plakaty kolejnego rosyjskiego filmu. Staram się, lecz nie zawsze wychodzi mi by widzieć je wszytskie. Czasem czas, czasem kasa, dostępność. To zależności jakie wpływają na moje wczuwania się w rosyjski kadr. Na szczęście zachęcony miłym dla oka plakatem wybraliśmy się do Kinoteki (kino w Pałacu Kultury i Nauki).
Filmu rzecz jasna nie będę streszczał bo możecie sobie kliknąć tu po polsku i na stronkę oficjalną po rosyjsku. Generalnie film jest o ojcach zamieszkujących wyspę. Ciężkie sumienia, potrzeby uwolnienia się od swoich grzechów. Film jest godny polecenia, przede wszystkim pięknymi widokami. To raczej moje zboczenie w tym temacie, ale z reguły filmy rosyjskie mają dobre zdjęcia.
Film “Wyspa” jest wypełniony mroźnymi krajobrazami które powodują, że odczuwam na sobie te niskie temperatury. Trochę się podjarałem takimi widokami. Mroźne morze, śnieg (co ostatnio widziałem go w TV), cerkwie, ikony, prawosławie. Jak ktoś nie lubi klimatów wschodnich, języka rosyjskiego to i tak polecam dla samych widoków. Strasznie się odprężyłem…
A już za parę dni w Kinotece “Sputnik nad Warszawą“. W zeszłym roku byłem na dwóch seansach i zrobiło to mnie szalenie duże wrażenie. W tym roku nie omieszkam się zobaczyć więcej.