Kolejny miesiąc

Zrobiłem sobie małą przerwę. Wyszła ona całkiem przypadkiem, nawet nie miałem czasu tu zajrzeć. Wszystkie miejsca w sieci, gdzieś w oddali. Czytając tytuł tego wpisu, zastanawiam się jaki będzie ten rok. Zaczął się trzeci miesiąc, a tu tyle wydarzeń. Tych dobrych i takich o których nie chcę już myśleć. Można powiedzieć, że w końcu się przeprowadziłem, teraz swoje szklane oko przeleję na uliczki warszawskiej Ochoty. Wydarzenie znaczące, inspirujące i dające szalenie dużo do myślenia. Dosłownie jak nigdy.
Wszystko potrzebuje swojego czasu, ułożenia, a w powietrzu gdzieś wiosna. Mimo to jest wiele do zrobienia i na tym chciałbym się skoncentrować. Mam w głowie parę pomysłów.
Te dwie fotografie zrobiłem dzisiaj na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Cieszę się, że tu pracuję.
W bonusie filmik, który dostałem od Mateusza Kalinstheina, który tak samo jak ja nie kocha KDT, oraz gówna które zalewa to miasto (forma bez znaczenia).
Polskie Polesie
Cieszę się, że moja rodzina mieszka właśnie w tej części Polski. Nie będę się rozpisywał o tym miejscu, ale chyba by życia nie starczyło na sfotografowanie tego regionu. To zdjęcie zrobiłem w miejscowości oddalonej o 12 km od Terespola w kierunku Kodnia. Z okna samochodu. Przypadkowo.
Tu chciałbym napisać o wspaniałym albumie, jaki znalazłem na początku miesiąca w empiku. Na półce leżał gruby album “Bug. Pejzaż nostalgiczny”, Artura Tabora. Z dużym podnieceniem sięgnąłem by zobaczyć co kryje w sobie. Nie zawiodłem się. Album jest efektem kilkunastoletniej pracy. To widać. Fotografie są pełne zarówno romantycznych widoków, jak i świetnym dokumentem. Szczególnie ujęły mnie fotografie z miejsc które są mi szczególnie bliskie. Polecam!
Warszawa przywitała mnie zimnem i tłumem kotleciarzy. Ot prawda nie do zbicia.
PKO Rotunda
Dzisiaj mija dokładnie 30-sta rocznica wybuchu gazu(oficjalnie) w Rotundzie. Jak byłem mały Mama mówiła mi, że Rotunda była odbudowana. Dziś okazuje się, że wiele osób które znam mają jakieś wspomnienia związane z tym tragicznym wydarzeniem. Możliwie, że wielu ludzi którzy przechodzą dziś koło tego miejsca nie pamięta o tym wydarzeniu, ale przecież nikt od nich tego nie wymaga. Sam jestem ciekaw ile dziennie osób jest w tym miejscu, a komunikacyjnie i towarzyskie, miejsce szczególne.
Postanowiłem się dziś z Zuzią wybrać na uroczystość upamiętniającą tych wszystkich którzy zginęli. W całej tej historii najbardziej wzruszająca jest bezinteresowna pomoc warszawiaków, dla tych którzy ucierpieli w tym wydarzeniu. W Piątek we wszystkich gazetach można było przeczytać wspomnienia i stare fotografie. Tu odsyłam wszystkich do zdjęć Jerzego Gumowskiego, który był tam wtedy.
Zrobiłem dziś wiele zdjęć, ale wybrałem to jedno. Nie ma tam gapiów, władz, tłumu. Nie jestem fotoreporterem, który musi się pchać i przepychać by zrobić zdjęcie. Wśród tej całej medialnej grupki był chłopak. Młody, widziałem go już parę razy. Biegał, wciskał obiektyw między ludzi. Jego wyraz twarzy był bezimienny. Wyglądało to jak by fotografował kolejnego kotleta nie mając miejsca w głowie na całe tło. Zastanawiające.
Dźwięk pod jedną fotografię.
Więcej zdjęć wrzuciłem tu.
Linkiem podróżuję

http://victorprofessor.livejournal.com/
Latam po linkach, tak właśnie odbywam fotograficzną podróż po rosyjskich fotoblogach, a co za tym idzie, po Rosji. Najchętniej dodałbym je wszystkie do swoich linków, ale po co? Jakiś czas temu wpadł mi link na fotobloga Victorprofessor, skąd pozwoliłem sobie zabrać owe zdjęcie i pokazać wam wszystkim. Wybrało to zdjęcie, bo kojarzy mi się dwukrotnie. Po pierwsze jest mroźne, a budynki za plecami tego muru są niczym te które sfotografowałem w Mińsku. W każdym razie polecam (o czym kiedyś już pisałem), podróżowanie po rosyjskich fotoblogach, które często przebijają nasze rodzime obrazy. Oczywiście nie ma tu nic z faworyzowania, ale po prostu znacznie ciekawiej na nie patrzeć.
Ja sam walczę ze sobą, jak by coś chciało mnie rozłożyć. Nie daje się, zbyt wiele do zrobienia, za tydzień koniec ASP.
5 lat fotobloga
Pięć lat temu wrzuciłem pierwsze zdjęcie na fotobloga. Traktowałem to jako zachcianka. Dwa tygodnie wcześniej kupiłem sobie pierwszą cyfrówkę. Atmosfera pierwszego zdjęcia, jakaś potrzeba, wrzucenie w sieć. Nazwa senq, to niczym tatutaż zrobiony za młodu. Dziś ta nazwa ma się nijak. Szczerze mówiąc to nie lubię jej. Gdzieś już o tym pisałem z czego się wywodzi, więc w paru słowach streszczę. Słuchałem piosenki Niemena Sen o Warszawie, wypadło słowo sen, gdzieś się logowałem i musiałem dodać jakaś literę, wypadło na q. Tak powstało. Ta nazwa dziś nie ma dla mnie żadnego znaczenia, najchętniej to bym ją zmienił. Jednak jeśli coś się już zaczęło nie będę tego zmieniał. Wiąże to się z linkami jakie ludzie przez te 5 lat poumieszczali, kojarzenie z nazwą. Bez zmian.
Przez te pięć lat treść fotobloga zmieniła się nie do poznania. Pierwsze zdjęcia były proste, szczere, czasem totalnie bez pomysłu. Fotoblog spełniał (teraz też jak jest, lecz w lekko innej formie) się jako pamiętnik, fotograficzny, myślowy i sentymentalny. Z czasem postanowiłem podpisać się pod swoimi pracami. Oczywiście te zdjęcia sprzed 5-ciu lat są mierne, mimo to żal ich kasować. Nawet nie chcę, a wielu tak po prostu zrobiło. Z czasem pojawiały się nowe lepsze zdjęcia, wynikające z mojego spojrzenia na świat. Zmieniał się pogląd, sprzęt, nowe pomysły i wpływy nowych ludźi. Od dłuższego czasu nie prowadzę statystyk dla fotobloga, ale przez ten cały czas odwiedziło go pewnie 750.000-800.000 widzów. To kupa klikania, oglądania moich zdjęć, czytania czasem głupkowatych myśli, czy oglądania wideo.
Fotoblogowanie niesie ze sobą wiele dobrych i złych rzeczy. Fotobloger (ja) publikuje fotografie, które są wycinkiem mojego życia. Wczoraj usłyszałem opinię (ważną), że takie upublicznianie się ingeruje mocno w moją prywatność (tak samo jak pisanie na blogu). To jest prawda, pokazuję swoje życie. Wielu obcych ludzi może wiedzieć w zasadzie dużo. Jednak przez te parę lat zbudowałem w sobie pewną granicę, której nie chcę przekroczyć. Pewne rzeczy są prywatne i nie będą publikowane. Publikacja treści musi przejść przez mojego mentalnego fotoedytora, który dojrzewa, ma humory i czasem sam nie wie czego chce.
Dziś fotoblog nie jest już tym czym był kiedyś. Nie mam ciśnienia na codzienne wrzucanie zdjęć. Nie wynika to w żaden sposób na znudzenie, ale zmianę podejścia. Fotoblog to tylko fotoblog, a nie miejsce do napinania się czy szpanowania. Dla mnie to projekt który trwa, czasem jak dziś mam ochotę go zamknąć, jednak jeśli wiem, że mogę coś jeszcze pokazać, kogoś poruszyć do myślenia, zarzucam te myśli.
Zielonego pojęcia nie mam co będzie dalej. Myślę, że fotoblog zakończy się z chwilą kiedy nie będę miał dla niego czasu. To nastąpi, a tak dziś mogę przejrzeć całe archiwum i zobaczyć jak towarzyszył mi każdego dnia. Wiele fotografii, wiele złych i dobrych komentarzy. Fotoblog dał mi dużo, dziś dzięki niemu poznałem wielu fascynujących ludzi. Jedna z nich jest dla mnie niczym “rodzina“.
Więc sobie i jemu życzę wytrwałości i cierpliwości. Miałem coś zorganizować z tej okazji, ale każdy dzień byłby na to dobry. Fotoblog ma 1827 dni, opublikowałem na nim 1479 postów w tym około 2130 fotografii.