Pusto
Wizyty w miejscach gdzie spoczywają ludzie nie należą do przyjemności. Z reliktami przeszłości mam do czynienia na co dzień. Jednak kiedy człowiek pojawia się na cmentarzu odczuwa swoją pustkę, pewien rodzaj przenikającej samotności.
Nawet w takich miejscach najważniejszy jest pieniądz. Wszystko wszędzie kosztuje, wszyscy i wszystko wydziera Ci z portfela każdy grosz. Znieczulica, pazerność i puste prawa. Nie płacisz, kto inny będzie leżał na Twoich szczątkach.
Chcesz dobra płać, chcesz piosenkę na ślubie – smaruj. A tu kawałek kwiatu komuś wypadło, ktoś nie wcelował w śmietnik. I tak cały dzień.
Protest
Piękna sobota, słońce rozgrzewa ludzkie twarze. Przed godziną razem z Mateuszem, docieramy pod Hale Banacha. Za kilka minut ma rozpocząć się wiec w obronie bazarku. Stoimy wśród ludzi, jakieś krzyki, dyskusje. Wszyscy zebrali się w słusznej sprawie, tak jak nie znoszę KDT (Kupieckie Domy Towarowe), tak za bazarkiem stoję. Ten bazarek (Ochota/Szczęśliwice) to moje dzieciństwo. Gdy koledzy grali w piłkę ja szukałem tu ciekawych komiksów, dziś władze miasta chcą tu wybudować wielki budynek i zlikwidować handel w takiej postaci jakiej jest. Rozumiem.

Jednak nie rozumiem dlaczego wszystko sprowadza się do…Żydów. Fotografowałem spokojnie, nagle jedna Pani zapytała dla kogo pracujemy, oczywiście dla tej żydówy(!) Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nagle poczułem się jak w Radiu Maryja. Rozumiem, że działania Pani Prezydent nie są słuszne, a ktoś w tym wszystkim chce zarobić, ale dlaczego do wszystkiego mieszają Żydów? Zresztą dźwięk jaki nagrałem mówi wiele. Potem Pani naciskała czy na pewno jej nie zrobiłem zdjęcia, że umiera, że się boi (czego?). Zmieniliśmy miejsce. Nagle znowu się pojawiła Pani i powiedziała, że jak zobaczy gdzieś swoje zdjęcie to pójdzie do…Lecha Kaczyńskiego. Znowu mówiła, że umiera. Wtedy się zdygałem. Nie chciałem mieć owej Pani na sumieniu i uciekliśmy. Ona gdzieś krążyła, my zniknęliśmy gdzieś między budami.
Trzeba jeszcze tam pochodzić i obfotografować, bo kto wie czy za jakiś czas znów na mapie Warszawy pojawi się kolejna mierna budowla, niszcząca wspomnienia, historię i miejsca pracy.
Bliźni
Ten kto nie widział takiej sytuacji – szaleniec. Nie w tym rzecz. Wracając jak typowy Polak do domu na podwórku napotkałem człowieka, leżał na chodniku. Widok normalny, leży, pijany – wiadomo. Jednak kiedy widzę lezącego człowieka nie jestem obojętny – jakoś nie mogę! Podchodzę, patrzę czy żyje, żyje uff. Okazało się, że bił pijany w sztok. To jednak nie letnie południe, początek wiosny, mi zimno, a co dopiero lezącemu. No nic pijaczek chce bym dał mu spokój, zasnął. Wróciłem do domu, patrzyłem przez okno, a jego sąsiedzi (nie wiem), ludzie, ziemianie, tacy jak oni – w dupie wszystko. Jeden to nawet przeszedł mu nad głową…zadzwoniłem gdzie trzeba, przyjechali i bliźniego od zimnego uratowali. W tym wszystkim zadziwia mnie panująca znieczulica, sam jej kiedyś doświadczyłem. Przy okazji tego wydarzenia zrobiłem kilka zdjęć…
Bliźni mają checę, coś się w końcu dzieje, przerwali zupę, serial…
Sergiusz
Największy pomnik poświęcony walce sowietów z nazizmem (czytaj pogrom Niemców, chęć zawładnięciem świata = to samo) około 15 km od Mińska na wschód. Na zdjęciu od lewej: kurhan sławy, kwiatek i Sergiusz. To właśnie On jest bohaterem tego wpisu. Białoruś obchodzi swój Dzień Niepodległości, nie uznawany przez obecne władze. Rozumiem, że historia jest zła i nie ma czego kultywować, ale ta część historii jest jedynie słuszna, ale nie o niej chcę tu pisać. Historia tego zdjęcia jest śmieszna lub mniej śmieszna. Chciałem zabrać sobie kwiatek który był umieszczony właśnie pod tym pomnikiem, Sergiusz pogroził mi palcem. Gdzieś za krzakami czuwał milicjant, obrońca prawdy, słuszności i jedynego racjonalnego zachowania. Odłożyłem. Kiedy zeszliśmy już z kurhanu, milicjant sprawdził czy aby niczego nie zniszczyliśmy. Ja dokonałem zniszczenia, nakleiłem naklejkę inki-pinki. Pewnie odkrył mój zamach na monument i oderwał. Sergiusz ma dziś urodziny i to właśnie dzięki niemu mogę, mogłem i będę mógł jeszcze nie raz odkryć piękno Białorusi.
Już umieszczałem na fotoblogu zdjęcie tego miejsca, ale gdyby ktoś nie pamiętał to ponawiam publikację (Kwiecień 2008)
Usłysz Białoruś
Wczoraj w Warszawie odbył się koncert z cyklu: pogramy i uwolnimy braci spod jarzma sowieckiej pięści Cara Putina i Cara Aleksandra I. W zasadzie koncert Usłysz Białoruś ma swoją misję. Dobrze, ciekawie, gra muzyka, młodzi ludzie pokrzyczą razem z Białorusinami Żyvie Bielaruś! i pójdą do domu, na piwo – normalka. Byłem na wszystkich koncertach z akcji Wolna Białoruś, ale w tym roku sobie darowałem. Na scenie szanowani, utalentowani artyści i goście z Białorusi. Nie było mnie tam. Po pierwsze niebo płakało, po drugie nie wierzę w demokrację na Białorusi. Kiedy byłem w kwietniu w Mińsku, jechałem autobusem z jednej z dzielnic do samego centrum. Patrzyłem dobrym okien na ludzi, na ten środek transportu. Nagle dotarło do mnie jak bardzo im daleko do “Europy”. Białoruś to żaden zacofany kraj, jest tam bardzo bezpiecznie, a po ulicach nie biegają pijane niedźwiedzie. Problem siedzi w najważniejszym miejscu człowieka – w głowie. Jadąc nagle uświadomiłem sobie, że żadne krzyki w Warszawie, Berlinie czy Mińsku nic tu nie zmienią. Osobiście jest mi z tego powodu przykro, bo znam wielu Białorusinów żyjących zarówno w Warszawie jak i na Białorusi, że ten ich kraj choruje. Kiedy z jednej strony stoisz na przeciwko betonowego Lenina, słysząc prawdziwy śpiew Białorusi, ściska serce. Ten naród ma w sobie wielki potencjał, ale kiedy poznaje się codzienną mentalność białoruską to ja proszę was, chowam opaskę Wolna Białoruś, której nigdy nie miałem, wyciągam zegarek i czekam, aż odejdzie pokolenie ludzi którzy (a tak!) byli i są nadal mentalnie trzymani za mordę. Dlatego w tej kwestii nie będę chodził i krzyczał pod Ambasadę Białorusi, bo to nic nie da. Albo Pan L odejdzie, albo wydarzy się jakiś cud u naszych sąsiadów to może nabiorę nadziei, że ten kraj skieruje się na zachód, nie na wschód. Jednak jak sam już wiem, nie ma co na siłę nikogo zmuszać. Zresztą jak powiedział mi kiedyś mój białoruski przyjaciel: nie ważne kto będzie rządzić, czy sowiet, czy demokrat, oni i tak za nim pójdą. Tam gdzie zagrają, tam pójdą. Niestety.
Żyvie Bielaruś! Prosto z serca.
Fotografie zrobiłem w styczniu 2005 roku podczas mojej drugiej wyprawy na Białoruś. Poleska wieś, kolorowy telewizor, a z niego wystaje Aleksander Łukaszenka, prezydent w nieskończoność.
zostaw komentarz